Sobotni poranek zaczął się zimowo.
No cóż podróż zaplanowana trzeba jechać. Gdańsku nadjeźdźamy.
Choć wstawało się dość łatwo to potem chciał się się spać.
Następny etap Warszawa.
Stadion jest i pogoda na szczęście jesienna.
Pomagał nam gps.
Po drodze jeszcze zakup stołu do masażu ;)
A stamtąd trzeba dojechać do autostrady więc po drodze mieliśmy Golub.
I prosto do celu....
A niedziela to powroty przez Warszawę;)